niedziela, 17 sierpnia 2014

Wegan piknik w Krakowie vol 3

Po raz trzeci wybrałem się na wegański piknik do Krakowa, tym bardziej, że miałem tam przeprowadzić wykład i pogadankę na temat diety gladiatorów. Jako, że zawsze było tam bardzo ciekawie to z wielką chęcią się wybrałem. Mimo, że pogoda po drodze była nieciekawa zaryzykowałem przyjazd i moje kubki smakowe dostały zasłużoną nagrodę :)
Standardowo było tam sporo wystawców z bardzo zróżnicowanym jedzeniem, także każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Nauczony doświadczeniem lat  ubiegłych postanowiłem być trochę wcześniej, żeby zająć, niczym spekulanci pod NBP, kolejkę po co ciekawsze rzeczy. Okazało się jednak, że w momencie rozpoczęcia niewiele ekip było gotowych, ale na szczęście dane mi było posilić się burgerem z komosy ryżowej serwowanym przez "krowę". Burger dobry, poprawny, nie za suchy, taki w sam raz. Nawet cena umiarkowana :)


Ale najważniejsze miało dopiero nadejść. Weterani piknikowi wiedzą, że aby zjeść świetny sernik od Zielonego Talerza trzeba się ustawić w kolejce bardzo szybko. Chętni kręcili się w okół ich stoiska, a sama ekipa wystawiała cierpliwość obecnych na próbę. Sytuacja była napięta jak tuż przed zabójstwem Franciszka Ferdynanda w Sarajewie. W końcu, dziękując za cieprliwość, otworzyli stoisko i chwilę później ustawił się niezły tasiemiec.


Byłem w odpowiednim miejscu i czasie dlatego znajdowałem się na trzecim miejscu :) Wziąłem sobie sernik (tofurnik) snickers i jagodowy. Snickers jak to snickers, ale ten drugi był tak cholernie jagodowy, że ... nie dokończę :) Klasa jak zawsze.


Nowością, a właściwie rewolucją, którą nam zaserwowali, były w tym roku lody. Delikatnie mówiąc bardzo trafny pomysł. Były po prostu rewelacyjne. Wziąłem sobie 3 gałki. Kaktusowo-pomarańczową, pistacjową i wanilię z agawą.


No ale w końcu przyjechałem tam na wykład. Miałem mówić o gladiatorach, głównie o diecie. Były tu spekulacje, czy będzie to dieta starożytnych czy współczesnych, dlatego jakby co byłem też gotowy na czasy teraźniejsze. Poprosiłem o 30 minut, gdyż mówię dość prosto i krótko. Znacznie wolę koncepcję pytań i odpowiedzi. Myślałem, że zgromadzeni nie będą za bardzo aktywni i tutaj miło się rozczarowałem. Do tego stopnia, że w pewnym momencie dyskusja toczyła się poza mną :) Zaczęliśmy od diety starożytnych, a przechodziliśmy przez różne moralne dylematy współczesnych wegan. Dobre było to, że nie było to zwykłe potakiwanie głową, bo na sali znajdowali się również mięsożercy, również Ci, którzy mogli coś o walkach opowiedzieć dzięki czemu, poprzez szczyptę sceptycyzmu, dyskusja była dużo ciekawsza. Tak się rozruszało, że nas wygoniono, aby zwolnić miejsce następnej osobie :)

Ale żeby nie było, że tylko och i ach to i złe wiadomości. Pamiętacie jak pisałem o wegańskich zapiekankach. Było to tutaj. No to z zapiekanek został już tylko szyld :( Tzn. okienko dalej istnieje, ale pozycje z menu już zniknęły. No i lipa bo szwendając się po Kazimierzu właśnie na to miałem ochotę. Musiałem się ratować falaflami. Niby dobre, do tego podawane przez Turka w koszulce reprezentacji Niemiec :) ale to jednak nie to samo. Szkoda, bo było to bardzo ciekawe miejsce na mapie tego miasta. Padło nawet w naszej grupie stwierdzenie, że już nie ma po co tu przyjeżdżać :)

Do tego księżyc w końcu ukradli :) Podejrzewałem, że taki incydent będzie miał miejsce, biorąc pod uwagę, że specjalista w tej dziedzinie jest całkiem niedaleko :)


Wyprawa nie byłaby wyprawą gdyby nie łupy :) Czyli serniki i święte ciastko na wynos i napój, za który płaci się w barach ciężkie pieniądze, a w krakowskim monopolowym kosztuje 3,5 zł :) Nieodłączna pamiątka z wycieczek do grodu Kraka.


Standardowo szacun :) dla organizatorów za tak duże przedsięwzięcie i byle do przodu :)



wtorek, 5 sierpnia 2014

Tort diabelski

Kolejna pozycja urodzinowa. Zamówienie brzmiało - tort klasyczny. Tort diabelski, albo nazywany inaczej devil's food to jeden z najbardziej klasycznych tortów. Nie mogłem się powstrzymać, aby go trochę zmodyfikować aby był bardziej diabelski :)
Historia tego tortu jest bardzo prosta. Kiedy w XIX wieku pojawiły się torty jakie znamy obecnie, bo pierwsze to piekli już w starożytnym Egipcie, były one koloru białego (prawie :) ) z ubitym białym kremem. Ktoś stwierdził, że to tak lekki i smaczny deser, że jadają go aniołowie. Tak powstał tort anielski. Jego przeciwieństwem jest tort diabelski czyli czarny :)

biszkopt
(i taki 2 razy)
3 szklanki mąki
2 szklanki cukru
1/3 szklanki oleju
2 szklanki wody
3 łyżki kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia
łyżeczka sody oczyszczonej
łyżeczka octu
krem
2 budynie czekoladowe
kakao
margaryna
0,5 l mleka roślinnego
granat (owoc :) )


polewa
pół kostki margaryny
5 łyżek cukru pudru
5 łyżek kakao
3 łyżki wody
chilli

Składniki na biszkopt mieszamy ze sobą w tej kolejności jak są podane i taką masę wlewamy do tortownicy, którą również wkładamy do nagrzanego wcześniej piekarnika tyle, że na co najmniej 45 minut, a nawet godzinę. Po 45 minutach sprawdzić patyczkiem czy środek jest dopieczony. Jeśli nie to przetrzymać trochę dłużej i zaglądać co 5-10 min.
Budynie przyrządzamy według opisu na opakowaniu tylko mleka dajemy dwa razy mniej. Po ostygnięciu miksujemy z margaryną.
Wydzielamy odpowiednią ilość kremu, która będzie pomiędzy biszkoptami i dodajemy do niej miąższ granatu.
Górny biszkopt dekorujemy pozostałym kremem na wierzchu po obwodzie. Jak miałem rękaw więc porobiłem "gwiazdki". Chodzi o to żeby było szczelne. Do pozostałej części kremu dodajemy miąższ granatu.
Kładziemy krem z granatem na dolny biszkopt, a na to górny.
Przygotowujemy polewę mieszając wszystkie składniki na małym ogniu w rondelku. Chilli dodajemy wedle uznania. Ja podobno przesadziłem choc osobiście miałem inne zdanie :) Polewamy wierzch i wkładamy do lodówki.

środa, 23 lipca 2014

Zgadnij kotku co mam w środku.

Czyli tort nadziewany, a nie przekładany. Skład, jak pisałem, opracowany naukowo na Katolickim Uniwersytecie w Lowanium. Dlaczego tam? Bo zajmują się tam połączeniami smaków. W skrócie chodzi o to, że to co czujemy jako smak w rzeczywistości jest zbiorem związków zapachowych znajdujących się w pokarmie. Łączymy te składniki, które mają podobne składy czy zbliżone wykresy. Zakładam, że nikt nie ma w domu aparatury pomiarowej, dlatego jak dobrze poszukamy to znajdziemy informacje jakie składniki pasują do jakich ewentualnie jakie związki wchodzą w skład konkretnych pokarmów. Jak dobrze zapłacimy to znajdziemy gotowe połączenia wpisując tylko odpowiedni składnik. Tak oto powstał mój tort z tym, że ja nie płaciłem, ale dobrze szukałem :)

Dowiedziałem się, że do malin pasuje herbata i cynamon. Dlatego jest herbaciany krem z malinami na spodzie cynamonowo migdałowym. Całość przykryta czekoladową biszkoptową kopułą i pałeczki dla ozdoby.




Sam tort powstał przy okazji sezonu urodzinowego, i zamówień na moje torty, ten konkretnie w wyniku bitwy na torty zainspirowanej urodzinami Magdy. Bić się miałem, jak rok temu z Agnieszką, z tym, że w tym roku tort jej nie wyszedł nad czym ubolewam, bo łatwe zwycięstwo nie cieszy :) ale bardziej Magda, bo to dla niej były szykowane. Jak widać było tutaj Agnieszka robi bardzo dobre torty tylko teraz chciała eksperymentować. Tym razem nie wyszło, ale to tak właśnie powstają najlepsze projekty.
Ja poszedłem w prostotę czyli skromny wygląd z bogatym wnętrzem.

 spód
pół kostki margaryny
szklanka zmielonych migdałów
łyżka mąki
2 łyżki płatków owsianych błyskawiczych
łyżka kaszy manny
3 łyżki cukru
łyżeczka proszku do pieczenia
czubata łyżka cynamonu

biszkopt
3 szklanki mąki
2 szklanki cukru
1/3 szklanki oleju
2 szklanki wody
3 łyżki kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia
łyżeczka sody oczyszczonej
łyżeczka octu

krem
0,75 l bardzo mocnej herbaty na mleku roślinnym, ewentualnie esencja z mlekiem
6 łyżek mąki ziemniaczanej
4 łyżki cukru
1,5 kostki margaryny
pół kilograma mrożonych malin

polewa
pół kostki margaryny
5 łyżek cukru pudru
5 łyżek kakao
3 łyżki wody

pałeczki do ozdoby - ja użyłem słodkich paluszków z sezamem



Składniki na spód ugniatamy razem i tak powstałą masą wykładamy dno tortownicy uprzednio wyłożonej papierem do pieczenia. Taką tortownicę wkładamy do nagrzanego do poziomu 180 stopni piekarnika na jakieś 20 minut. Nie wyłączamy piekarnika, bo zaraz wejdzie biszkopt, a sam spód wyjmujemy z formy i dajemy ostygnąć.
Składniki na biszkopt mieszamy ze sobą w tej kolejności jak są podane i taką masę wlewamy do tortownicy, którą również wkładamy do nagrzanego wcześniej piekarnika tyle, że na co najmniej 45 minut, a nawet godzinę. Po 45 minutach sprawdzić patyczkiem czy środek jest dopieczony. Jeśli nie to przetrzymać trochę dłużej i zaglądać co 5-10 min.
Po wyjęciu z piekarnika przestudzić i wydrążyć środek.
0,5 litra herbaty gotujemy i słodzimy, a pozostałą część mieszamy z mąką ziemniaczaną. Wlewamy mieszankę do gotującej się herbaty i gotujemy aż zgęstnieje cały czas mieszając. Jak wystygnie miksujemy z margaryną. Pokrywamy cienką warstwą spód. Do masy dodajemy teraz maliny oraz możemy dodać trochę ciasta, które wydrążyliśmy i miksujemy. Wkładamy masę do wydrążonego biszkoptu i kładziemy go na spód kremem do dołu.
Składniki polewy podgrzewamy w rondelku, mieszamy i polewamy tort. Głównie na górze, ale musimy też polać brzegi, żeby pałki się nam trzymały. Aby bardziej je przytrzymać możemy tort przewiązać wstążką.




niedziela, 13 lipca 2014

Wywiad z Agatą Perenc, Kuchnia Społeczna i barszcz śląski

Po raz kolejny w Centrum Kultury Niezależnej Trzynaście w Gliwicach odbyła się Kuchnia Społeczna. O samym miejscu pisałem już tutaj. Tym razem, korzystając z ładnej pogody, miała swoje miejsce na ogrodzie. Czego tam nie było. Przeróżne sałatki, pomidory w oliwie z czarną solą, bigos, chleb ze smalcem, faszerowane cukinie, napoleonka z macy, tort oraz, na co pogoda pozwoliła, cukinia w ziołach i czosnku przygotowana w piekarniku słonecznym.
Ja osobiście przygotowałem barszcz śląski. To taki przykład, ostatnio modnej, kuchni fusion. Przeniesienie kapusty modrej z kluskami do głębokiego talerza. Skoro zupę z buraków można nazwać barszczem to i to :) 

główka czerwonej kapusty
szklanka fasoli
 półtora szklanki mąki
pół szklanki mąki ziemniaczanej
przyprawy do smaku


Fasolę moczymy w wodzie kilka godzin i gotujemy do miękkości. Kapustę szatkujemy i gotujemy. Możemy to zrobić w bulionie warzywnym, ale ja, do smaku, użyłem mieszanki suszonych warzyw.
Mąki mieszamy ze sobą, dolewamy trochę wody i ugniatamy ciasto. Formujemy je w dowolne kształty i gotujemy.
Przed podaniem wrzucamy je do zupy.



Głównym punktem programu było jednak spotkanie z utytułowaną zawodniczką Agatą Perenc, która, co było tu istotne, jest zadeklarowaną weganką. W związku z powyższym zjechało się trochę weg*an preferujących właśnie takie spędzanie wolnego czasu, aby wysłuchać rad fachowca (Agata jest z wykształcenia dietetykiem) oraz podzielić się własnymi doświadczeniami. Samo spotkanie odbyło się w typowej dla tego miejsca atmosferze luźnej pogadanki. W myśl nowoczesnej edukacji ;) Pytań było wiele od takich dla laików, jak z siłą itp. po bardziej profesjonalne rozmowy o zmiany w przepisach w sportach :)



Agata mówiła, że bardzo jej się podobało oraz była pod wrażeniem, że wśród trenujących sporty walki jest tyle osób na diecie weg*ańskiej.
Zgodziła się nawet udzielić bardzo obszernego wywiadu:

Zacznijmy standardowo żeby czytelnicy wiedzieli z kim mają do czynienia.
Przedstaw się. Co robisz i jakie masz osiągnięcia w sporcie?

 

Nazywam się Agata Perenc, pochodzę i mieszkam w Rybniku. Na co dzień zawodowo trenuję judo oraz studiuję dietetykę na ŚUMie (aktualnie kończę 1 rok magisterki).
Moje osiągnięcia w sporcie:


2013
•2 miejsce drużynowo na XXVII Letniej Uniwersjadzie w Kazaniu (Rosja),
• 5 miejsce indywidualnie na XXVII Letniej Uniwersjadzie w Kazaniu (Rosja),
•3 miejsce w Pucharze Świata – European Open Women w Pradze (Czechy),
•3 miejsce w Pucharze Świata – European Open Women w Lizbonie (Portugalia),
•nominowana przez Polski Związek Judo do reprezentacji Polski na Mistrzostwa Świata Seniorów w Rio de Janeiro (Brazylia).

2012
•5 miejsce w Młodzieżowych Mistrzostwach Europy w Pradze (Czechy),
•5 miejsce w Grand Slam Tokyo (Prestiżowy Turniej im. Jigoro Kano),
•1 miejsce w Indywidualnych Mistrzostwach Polski Seniorek w Poznań,
•1 miejsce w Pucharze Polski Seniorów w Poznaniu,
•3 miejsce w Pucharze Europy w Londynie (Wlk.Brytania).
Nominowana przez portal rybnik.com.pl do nagrody: Człowiek Roku w kategorii Sport (za 2012 r.)

2011
•5 miejsce w Młodzieżowych Mistrzostwach Europy w Tyumen (Rosja),
•3 miejsce drużynowo w Letniej Uniwersjadzie w Shenzhen (Chiny),
•1 miejsce w Pucharze Europy w Boras (Szwecja),
•2 miejsce w Pucharze Europy w Celje (Słowenia),
•2 miejsce w Indywidualnych Mistrzostwach Polski Seniorek w Opolu,
•1 miejsce w Pucharze Polski Seniorek w Opolu,
•1 miejsce w Pucharze Polski Seniorek w Skierniewicach,
•1 miejsce w Indywidualnych Mistrzostwach Polski Młodzieży w Mławie.
Nominowana przez portal rybnik.com.pl do nagrody: Człowiek Roku w kategorii Sport (za 2011 r.)

2010
•1 miejsce w Indywidualnych Mistrzostwach Polski Seniorek w Koszalinie,
•1 miejsce w Indywidualnych Mistrzostwach Polski Młodzieży w Poznaniu,
•1 miejsce w Otwartych Mistrzostwach Polski Młodzieży w Cetniewie,
•1 miejsce w Pucharze Polski Seniorek w Opolu,
•1 miejsce w Pucharze Polski Seniorek w Warszawie.
Sportowiec roku Miasta Rybnik.
Człowiek Roku w kategorii Sport według portalu rybnik.com.pl



Jaki jest Twój staż treningowy i jak to przebiegało?

Trenuję od grudnia 1999, czyli prawie 15 lat ;) Zaczęło się od pokazu, który mój aktualny klub KS "Polonia" Rybnik przeprowadzał w mojej podstawówce. Spodobało mi się, przyszłam do domu i powiedziałam tacie że chcę się zapisać na judo. Okazało się że tata w młodości również trenował judo więc wiedział z czym to się je, na początku był sceptyczny ale widząc mój zapał zgodził się i tak minęło już 15 lat, jak w życiu każdego sportowca miałam bardzo ciężkie momenty ale dzięki wsparciu rodziny udało mi się je pokonać i wytrwać w judo :)

Od kiedy jesteś na diecie wegańskiej i jak to się zaczęło?

Na diecie wegańskiej jestem od 8 miesięcy a zaczęło się dziwnie wręcz magicznie, wydaję mi się że przeznaczenie "maczało w tym palce"!
W sierpniu zeszłego roku na 2 tygodnie przed Mistrzostwami Świata w Rio doznałam poważnej kontuzji kolana (zerwane więzadło przednie krzyżowe). To był straszny moment w mojej karierze ale dziś wiem że nic nie dzieje się bez przyczyny ponieważ dzięki temu poznałam i przeszłam na weganizm, nabrałam nieco dystansu, odpoczęłam i nadrobiłam zaległości na uczelni :P 
Z racji kierunku moich studiów i zainteresowania zdrowym odżywianiem tuż przed operacją stwierdziłam że muszę kupić jakąś książkę o żywieniu żeby 2 tygodnie, które miałam leżeć po operacji jakoś wykorzystać.W ten sposób do moich rąk przez przypadek (pierwsza książka z brzegu) trafiła książka "Nowoczesne Zasady Odżywiania" T. Colina Campbella, po jej przeczytaniu "zagłębiłam się" w literaturę o roślinnej diecie, poza "szperaniem" w internecie przeczytałam takie książki jak: 
"Dieta roślinna na co dzień" Julieanna Hever
"28 dni do zdrowia" Rip Esselstyn
"Widelec zamiast noża" Gene Stone
"Jedz i biegaj" Scott Jurek
"Ukryta Siła" Rich Roll
"Zjadanie Zwierząt" Jonathan Safran Foer
"Głosy Rewolucji Żywnościowej" John Robbins, Ocean Robbins.

W miarę czytania stwierdziłam że muszę spróbować, z dnia na dzień przeszłam na weganizm. Na początku ze względu na korzyści zdrowotne, regenerację miedzy treningową, ciekawość, z czasem doszły względy etyczne i środowiskowe.
Muszę przyznać, że na początku myślałam że nie ma mowy żeby sportowiec weganin mógł trenować na wysokich obrotach ale szybko na własnej skórze poczułam i stwierdziłam: jak sportowiec może nie być weganinem? Przecież to najlepsza i najzdrowsza dieta, dająca mnóstwo energii i najlepszą regenerację!

Czy w związku z tą dietą nie odczuwasz niedoborów budulca mięśniowego jakim jest białko?

Absolutnie nie odczuwam braku białka! 
Po pierwsze nie potrzebujemy go tak dużo bo zaledwie 0,8-1 g/kg masy ciała/dobę, taką ilość bez problemu dostarczymy roślinami.
Po drugie białko roślinne to znacznie zdrowsza wersja bo nie zawiera cholesterolu, nasyconych kwasów tłuszczowych, hormonów i innej chemii, która jest odpowiedzialna za cywilizacyjne choroby takie jak: choroby układu sercowo-naczyniowego, nadwaga, otyłość, cukrzyca, osteoporoza i wiele innych.
Po trzecie żywność roślinna również jest bogata w białko, czasem nawet przewyższa jego ilością żywność odzwierzęcą np. strączkowce (soczewica, fasole, ciecierzyca, soja) mają około 20-25 g białka na 100 g i przy tym dostarczają bardzo ważnego w naszej diecie błonnika, którego żywność odzwierzęca nie ma!

A co z siłą?
 
Miesiąc temu miałam kompleks badań w Instytucie Sportu w Warszawie między innymi pomiar siły. Wyniki są obliczane w stosunku do masy ciała (masa ciała na diecie wegańskiej spadła mi o 5 kg), siłę mam taką samą jak na diecie mieszanej.


Jakie jest Twoje zdanie na temat diety wegańskiej osiągnięć sportowych? Czy są jakieś płaszczyzny, w których osoby na takiej diecie są lepsze lub gorsze?

Śmiało mogę powiedzieć że największy progres jest w wydolności i regeneracji, wydolność rośnie ponieważ dieta wegańska sprzyja obniżeniu masy tłuszczowej dzięki czemu więcej tlenu dociera do mięśni (tłuszcz nie "kradnie" już dużych ilości tlenu bo jest go mniej), regeneracja rośnie dzięki ogromnej ilości witamin, składników mineralnych, antyoksydantów zawartych w roślinach czyli głównie dzięki ich alkalizującemu działaniu na organizm. Siła, szybkość i moc w moim przypadku jest na tym samym poziomie a więc weganie na żadnym polu nie są gorsi są tylko korzyści!

Czy miałaś jakieś niedobory czy problemy zdrowotne z racji tego, że nie jadłaś mięsa?

Nie miałam i nie mam żadnych niedoborów. Wyniki mi się poprawiły! Nigdy nie miałam tak dobrego odżywienia żelazem jak teraz, spadł mi również cholesterol LDL i trójglicerydy, cholesterol HDL wzrósł, a ciśnienie tętnicze spadło do idealnego poziomu :) 

Używasz jakiś suplementów? 


Używam spiruliny, chlorelli, B12 i czasem w trakcie treningu izotoniku. Jeśli jestem po wyczerpującym treningu lub na wyjeździe gdzie nie ma dużego wyboru w żywności roślinnej i wiem że nie dostarczę odpowiedniej ilości białka wtedy sięgam po białko sojowe.
Ogólnie staram się wszystko dostarczać z pożywieniem.


Czy masz jakiś specjalny tryb życia z powodu sportu? Co z alkoholem, słodyczami itp? 


Sportowcy to nie wielbłądy czasem napić się muszą :P Od czasu do czasu wypiję piwko lub lampkę wina. 
Jeśli chodzi o słodycze to jem ich bardzo mało, zastępuję je suszonymi i świeżymi owocami czasem zrobię sobie jakiś deser na bazie mleczka kokosowego, surowego kakao i mojej ukochanej chia lub po prostu zjem gorzką czekoladę. Unikam słodyczy z prostych względów: źle się po nich czuję, "zamulają" mnie a owoce dodają energii i orzeźwiają.

W związku z nagonką internetowej młodzieży na weg*an czy możesz powiedzieć jaki stosunek mają do Ciebie inni zawodnicy, czyli ludzie, którzy osiągnęli w życiu nieco więcej niż dołożenie dodatkowej pamięci RAM do komputera?  

Koledzy i koleżanki z maty na początku się podśmiewali ale spokojnie odpowiadałam na ich pytania i myślę że zmienili stosunek. 
Najlepiej dawać dobry przykład, czyli pokazywać że ta dieta wcale nie opiera się tylko na "trawie" ale jest urozmaicona, smaczna i dostarcza wszystkich składników. Na obozach inni często podjadają mi moje jedzenie z ciekawości i są zaskoczeni że rośliny mogą być tak smaczne ;)  Na treningach jestem pełna energii i w niczym nie odstaję od mięsożerców, to jest najlepszy dowód, który wszystkich przekonuje!
 
Co robisz poza treningami? Masz jakieś hobby?  


Poza treningami studiuję i interesuję się dietetyką, stale dokształcam się w tej dziedzinie poprzez książki, internet, czasopisma.
Uwielbiam również muzykę rockową i jej odmiany, zwłaszcza rock lat 60 i 70 np. Jimi Hendrix, Led Zeppelin, Pink Floyd, The Beatles. Wieczorem po ciężkim dniu nie pogardzę również dobrym filmem, do moich ulubionych należy " Into The Wild", "127 godzin", "Babel".


Dlatego, że to blog kulinarny, możesz podać jakiś ulubiony wegański przepis?


Ciężko coś wybrać, jest tyle pysznośći!
Uwielbiam robić wege burgery, robię je z soczewicy lub fasoli i ryżu lub kaszy jaglanej czy gryczanej, które gotuje i blenduję na gładką masę. Do tego dodaję podsmażoną cebulkę, pieczarki, marchewkę, pietruszkę, seler, trochę tłuszczu w postaci pestek dyni, słonecznika czy orzechów, całość doprawiam różnymi przyprawami. Formuje kotleciki i zapiekam w piekarniku nagrzanego do 180 stopni przez około 30 min. Kotleciki podaję z jakimiś surowymi warzywkami. 
Uwielbiam również domowy hummus i guacamole :)

Tutaj pytanie ode mnie do specjalistki:), ale przyda się nie tylko mi, ale i czytelnikom :)
Obecnie trenuję regularnie BJJ 3 razy w tygodniu czasem 4 razy, od czasu do czasu startuję w zawodach. Typowa rozpiska mojego jedzenia wygląda tak:
Śniadanie:
4 kromki chleba z pastami, tofu, tempeh itp.
Pomiędzy jednym a drugim śniadaniem jakieś jabłko.
Drugie śniadanie:
Pół szklanki (suchej potem pęcznieje) kaszy jaglanej, 3 łyżki rodzynek, trochę pestek z dyni, banan i 2 łyżki mleka w proszku (tu sypie jakie mam zazwyczaj gryczane)
Obiad
Standard czyli jakieś kotlety plus surówka i ryż/kasza/ ziemniaki lub makaron z jakimiś warzywami
Przed treningiem czasem carbo
Po treningu BCAA
Kolacja
shake sojowy.
Plus witaminy rano i magnez z cynkiem na noc.


Jeżeli chodzi o Twoją dietę to ogólnie jest dobrze ;) Zmieniłabym tylko kolację, zjeść trochę ryżu, kaszy jaglanej czy gryczanej (ogólnie węgle złożone) z warzywami surowymi lub gotowanymi na parze i jakimś białkiem np. tofu czy hummusem. 
Shake białkowy z carbo po bardzo ciężkim treningu a nie przed.
Ogólnie jeść jak najmniej przetworzonych rzeczy czyli unikać mleka w proszku czy na przykład jakiś gotowych, kupionych w sklepie wege burgerów, parówek itd.