wtorek, 8 kwietnia 2014

Pierwsze urodziny bloga i tort welwetowy.

Stuknął roczek więc tradycyjnie czas na małe podsumowanie i tort urodzinowy oczywiście :) Przepis będzie, ale najpierw krótki komentarz. I tak. Oto lista wniosków, liczb i osiągnięć :)

Wnioski:
  • potwierdziła się teza Fredrica Jamesona, że żyjemy w społeczeństwie obrazkowym. Efekt tego taki, że znaczna część społeczeństwa albo tekstu nie chce czytać w ogóle, albo przeczyta i nie zrozumie. Powoli zbliżamy się do poziomu społeczeństw niesłusznie nazwanych „wysoko rozwiniętych”.
  • potwierdziły się tezy Philipa Zimbardo zarówno co do tego, jak duża część społeczeństwa ogląda pornografię, oczywiście zachowując anonimowość oraz do czego ludzie potrafią być zdolni kiedy im się zapewni anonimowość oraz pewne instrumenty nacisku.
  • potwierdziła się teza Larrego Livena zapisana w jego wielkich prawach, gdyż nie trzeba chyba pisać, że w kraju gdzie nawet motorem napędowym patriotyzmu jest nienawiść, całkiem normalną rzeczą jest fakt, że stosunek kreatywnych komentarzy do totalnie bezużytecznych jest jak szansa wygrania w totka. O nowych stronach internetowych nie wspomnę.
  • potwierdziła się teza Miltona Friedmana gdzie ani dużym firmom, ani artystom malującym obrazy o tematyce zwierzęcej, ani celebrytom, ani aktorkom porno nie opłaca się promocja na tak małej stronie jak moja, ale tylko aktorki porno są tak wyluzowane, że godzą się na rozmowę :)
  •  i dalej - fundacja to tylko fundacja, a celem fundacji jest przede wszystkim zaspokojenie JEJ potrzeb, czymkolwiek by się nie zajmowała, patrz linijkę wyżej :)
  • potwierdziła się teza Plutarcha i podczas gdy nawet skostniałe instytucje przekonały się do prezerwatyw choćby w celu ograniczenia rozproszenia chorób, jaką jest też niewątpliwie życie:), nadal wzbudzają one wiele kontrowersji. Przynajmniej oficjalnie :)
  • nie wiadomo kto bardziej Alois Alzheimer czy Siergiej Korsakov też by się „cieszył” bo nie wiadomo dlaczego niektórzy mylą słowa porno, erotyka, akt :) Zapomnieli, albo mówią co ślina przyniesie :)
  • potwierdziła się teza Muzafera Sherifa, ale nie do końca :) cieszy niezmiernie fakt, że niektóre duże portale kulinarne trzymają się sztywno wyznaczonych przez siebie zasad (nawet jeśli czasami niewygodnych) i to cecha ludzi z charakterem, jednocześnie smuci, że niektóre zmieniają swoje zapisane zasady, a jeszcze bardziej, że robią to aby ułaskawić dziki tłum niczym Poncjusz Piłat :)
Osiągnięcia:

  • dzięki tzw. obrońcom moralności udało się uzyskać mojej stronie statusu owocu zakazanego
  • dzięki wywiadowi z utalentowaną aktorką Kimorą Klein dało mi się zjednoczyć feministki i dewoty. W tym roku kolej na Arabów i Żydów.
  • zamieściłem wywiady z różnymi utalentowanymi i znanymi ludźmi, a to nie koniec :)
  • zainteresowałem ludzi tematyką bezpiecznego seksu – możecie zaprzeczać, ale statystyki nie kłamią :)
  • myślę, że nie przesadzę ze stwierdzeniem, że to jedyna polska strona gdzie można znaleźć, a nawet zapytać, o rzeczowe informacje na temat weganizmu w kontekście sportów walki (nie mylić ze sztukami walki: ) )
  • zostałem zaproszony do gotowania w jednej z krakowskich "wegańskich" knajp, ale nie wiem czy to jakieś osiągnięcie bo miałem tam pracować za darmo, a knajpa była już tak mocno zdesperowana, że wzięła blog z foie gras :)
Tutaj jeszcze podziękowania dla sklepów Cinco Terra, Fioletowy Kot i Veganka za wsparcie i cenne uwagi.
A także dla wszystkich bloggerów i bloggerek, z którymi mam mniejszy bądź większy kontakt.

Liczby:
  • wg facebooka ponad 300 powodów, aby dalej prowadzić bloga
  • wg google ok 30
  • do tego jeszcze kilkadziesiąt tysięcy mniejszych powodów :)
Ale do rzeczy. Pitu pitu, ale przecież zawsze przy okazji nudnych przemówień każdy czeka na wyżerkę :)

Spód (i taki razy 2)

3 szklanki mąki
1,5 szklanki cukru
pół szklanki oleju
2 szklanki soku z buraków
pół paczki budyniu waniliowego
1 łyżka octu
2 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody

Krem

 3 budynie waniliowe
0,75 l mleka roślinnego
1,5 kostki margaryny

Konfitura malinowa



Składniki na spód mieszany ze sobą najlepiej w takiej kolejności jak zostały wymienione. Wlewamy masę do tortownicy, a ją do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Na około 45 min do 1 h. Wyciągamy studzimy i ścinamy wyrośniętą górę.
3 budynie przygotowujemy według przepisu na opakowaniu z tym, że dajemy 2 razy mniej płynu. Na 3 paczki budyniu dajemy 0,75 litra mleka. Jak wystygnie miksujemy z margaryną. Nakładamy krem pomiędzy warstwy, a następnie przykrywamy nim cały tort. Łyżeczką robimy bruzdy. Jak ktoś chce jak bestia to 4, a jak ktoś jest fanem x-men to 3 :), w które delikatnie wlewamy konfiturę.


poniedziałek, 24 marca 2014

Tort 269 i ogólnie pracowity weekend

Weekend mam już za sobą. Wczoraj cały dzień odpoczynku więc relacja z wydarzeń dopiero w poniedziałek :)
21 marca to międzynarodowy dzień przeciwko dyskryminacji rasowej. Dla niektórych to dobra do promocji dyskusji o dyskryminacji zwierząt. Tego dnia w Studio Sauron Tattoo odbyła się akcja darmowego tatuowania numeru 269. 
O co chodzi z 269 to możecie sobie przeczytać tutaj:www.269life.com
Są zdania, że taki tatuaż powinien być zrobiony na przedramieniu co ma być odniesieniem do holocaustu, ale chętni umieszczali je sobie w różnych miejscach, choćby dlatego, że nie mieli już miejsca na przedramionach :D

Całość wyglądała tak (zdjęcie nieostre, bo nie chciałem przeszkadzać fleszem :) ) : 



Dominika zapytała czy nie chciałbym zrobić tortu tego dnia no to zrobiłem specjalny tort bezpośrednio odwołujący się do tej liczby. Kluczem było miejsce liter w alfabecie. 2 -B - banan, 6 - F - fasola, 9 - I - imbir.

Warstwa 2

6 bananów
2 łyżki mąki
cytryna

Warstwa 6

0,5 kg fasoli
6 łyżek karobu

Warstwa 9

3 szklanki mąki
1,5 szklanki cukru
2 niepełne szklanki wody
1/3 szklanki oleju
2 łyżeczki proszku do pieczenia
paczka imbiru


Wszystkie składniki z warstwy 9 mieszamy ze sobą, umieszczamy tortownicę, a ją w nagrzanym do 180-200 stopni piekarniku. Jakieś 45 minut do 1 godziny powinno wystarczyć. Sprawdzać patyczkiem czy nic się tam nie lepi.
Fasolę moczymy kilka godzin, gotujemy, miksujemy i mieszamy z karobem.
Banany miksujemy, dodajemy soku z cytryny, wrzucamy do rondla, gotujemy i zagęszczamy mąką.
Na warstwę 9 nakładamy fasolę, a na nią krem bananowy.

Mój tort nie był jedyny jak się okazało, bo wiele osób uczestniczących w wydarzeniu przynosiło coś do jedzenia, dlatego wyszedł całkiem niezły catering :)


Bardzo żałowałem, ale nie mogłem sobie pojeść, bo na drugi dzień miałem zawody, do których zbijałem 5 kilogramów. Biorąc pod uwagę jak lubię jeść to była męczarnia, więc nie mogłem tego zaprzepaścić na jeden dzień przed :) Jednak dostałem trochę "do domu" :) W tym "kulki mocy" z bananów i daktyli, które były przydatne dnia następnego :)
Same zawody jak to zawody. Zjechali się zawodnicy z Polski i walczyli :) Bezcenne doświadczenie choć nie zdobyłem medalu :) 
Dla ciekawostki mogę powiedzieć, że walczyły tam 4 osoby "bezmięsne" i to tylko takie o których ja wiem. Dwie zdobyły medale. Srebrny i brązowy.
Natomiast wszystkim, którzy cały czas znajdują jakieś nowe wymówki, żeby nie trenować chciałbym powiedzieć, że w zawodach brał udział gość, który jest niewidomy. Jedynym ułatwieniem, czyli w sumie żadnym jakie mu poczyniono to takie, że walka zaczęła się od wspólnego chwytu. Cała reszta "na pełnym wyjebaniu i hardcorze" jak śpiewa PC Park i nikt nikogo nie oszczędzał. Przegrał, ale na punkty i walka była naprawdę ostra. To tyle dla wszystkich "za starych", "za chudych", "za grubych", "za zmęczonych" czy innych "za".
A wieczorem w końcu mogłem porządnie zjeść :D


niedziela, 23 lutego 2014

Tort leśny dla Agnieszki

O Agnieszce i jej torcie była już mowa tutaj. W każdym razie będąc zaproszonym na urodziny wypadałoby coś przygotować. Najlepiej niestandardowego :) Tort leśny, niewiele mający wspólnego z czarnoleśnym, to doskonały przykład koncepcji tortów nowoczesnych, o których pisałem już kiedyś. W prawdzie urodziny były 2 tygodnie temu w dzień pizzy, ale brak wolnego czasu pozwolił mi zamieścić ten przepis dopiero teraz. W sumie i tak nikt nie wie kiedy Agnieszka miała urodziny, także mogłem napisać cokolwiek :D

Warstwa ziemi

3 szklanki mąki
1,5 szklanki cukru
2 szklanki wody
1/3 szklanki oleju
3 łyżki kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Warstwa próchnicy
2 budynie wiśniowe
margaryna
herbatniki
łyżka kakao
0,5 l mleka roślinnego

Warstwa runa
1,5 szklanki mąki
200 g rozdrobnionego szpinaku
3/4 szklanki cukru
1 szklanka wody
4 łyżki oleju
1 łyżeczka proszku do pieczenia


Zaczynamy od podstawy czyli warstwy ziemi, na której wszystko się trzyma. Mieszamy ze sobą wszystkie składniki i wkładamy do nagrzanego na 180 stopni piekarnika na czas 45 minut.
Potem musimy przygotować warstwę próchnicy. Przygotowujemy budyń, ale dajemy 2 razy mniej płynu. Tj. 2 budynie na pół litra mleka. Jak ostygnie miksujemy z margaryną i kakao oraz wrzucamy tam pokruszone kawałki ciastek.
Na koniec warstwa runa. Taki mech to jest zielony o każdej porze roku dlatego warstwa będzie zielona. Mieszamy wszystkie składniki i pieczemy w piekarniku przy podobnych ustawieniach jak warstwa ziemi. Po upieczeniu studzimy i kruszymy.
Na warstwę gleby dajemy próchnicę i posypujemy runem. Żeby ładniej wyglądało dekorujemy np. borówkami lub jagodami. Jako, ze o tej porze roku o takie ciężko udekorowałem miąższem granatu.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Restaurant Day Katowice

Restaurant Day to idea/projekt społeczny (niepotrzebne skreślić), która pozwala na otwarcie jednodniowej restauracji gdziekolwiek chcemy i w dowolnej formie np. w garażu, starym Żuku czy w parku. Podobnie jak z innymi akcjami tego typu, nie odnotowano jeszcze problemów ze skarbówką czy SanEpidem :)
Nasze rozumienie tego słowa poszerzyło się dodatkowo o zwiedzanie miejskich restauracji :)
Ale do rzeczy. Dnia 16 lutego roku bieżącego postanowiliśmy w większym gronie pójść do gwiazdy tego dnia jakim był w tym czasie Kato.Bar, ogłaszający, że od godziny 14.00 będzie tam serwowane wegańskie jedzenie. Po przyjściu oczom naszym ukazał się widok znajomy z czasów, które niektórzy z nas jeszcze pamiętali :)





A to się jeszcze tam zawijało :)
W każdym razie nie chciało nam się tyle czekać i skoro już się wybraliśmy to postanowiliśmy skorzystać z Wegańskiego Przewodnika po Katowicach. Na pierwszy ogień poszła Stare i Nowe, i polecane kotlety z soczewicy. Weszliśmy do lokalu wzbudzając ogromne zainteresowanie klienteli i sprawdziliśmy co można zamówić. Koniec języka za przewodnika i po sprawdzeniu składników w zeszycie okazało się, że w kotletach jest jajko. Jedyne co możnabyło zjeść to gulasz z bakłażana. No nic.Wracamy do Kato w nadziei, ze kolejka będzie mniejsza. Niestety nic z tego. Szukamy zatem dalej.

Po drodze piękny widok na Katowicką podziemną rzekę. Chwilowo odkrytą.



Na drugi ogień Dobra Karma. Danie dnia barszcz czerwony i kotlety z kaszy jaglanej ze szpinakiem. Część z nas zamówiła. Spróbowałem. Dobre. Jednak moją uwagę przykuła ostatnia pozycja na liście pizz o nazwie pizza wegańska :) Niespecjalnie przepadam za ogórkami na pizzy za to uwielbiam karczochy. Poprosiłem o nie zamiast ogórków i cebuli. Nie było problemu, a to ważne :) Do tego, żeby było prawie jak we Włoszech, kawa wdg. pięciu przemian z dodatkami (kardamon itp.). Jako, że zapachy się unoszą w powietrzu i żołądek wkurzony w ramach ukojenia chleb z oliwą.


W końcu przyszła pizza. Ciasto super - cienkie i razowe. Dodatkom niczego nie brakuje no i smakuje jak pizza. Podobno dobrą pizze poznaje się po tym, że wyjęty kawałek jest sztywny a nie opada jak naleśnik. Ta zdała ten test. 


Trzeba zjeść jakiś deser. Po drodze Bellmer Cafe, bo jakaś plota była, że są tam wegańskie ciasta. Wynik negatywny, a co za tym idzie dalej mamy niski poziom cukru :)

Wracamy do Kato. Kolejek brak co pewnie zwiastuje wyczerpane zapasy. Trochę tak było, choć dało się jeszcze coś zjeść, a nawet mieć wybór :)W cale mnie to nie dziwi, bo ceny były atrakcyjne i każdy piewca idei "Chrzanić wegańskie burgery za 10, 15, 20 zł" powinien być zadowolony. Inna sprawa, że nawet jakby było trochę drożej, to biorąc pod uwagę, kto sprzedawał te jedzenie, może być duże prawdopodobieństwo, że pieniądze pójdą na jakiś cel :) Ja załapałem się na mufinkę :)


Ogólnie fajna impreza dla wszystkich kreatywnych, albo dla promocji jakiegoś jedzenia. Natomiast pozostaje nam liczyć, że ta kreatywność nie zostanie utemperowana przez złośliwych i biurokrację :)

środa, 29 stycznia 2014

Mistrz świata Muay Thai - wywiad i jego pasta

Oto wywiad z weganinem łamiącym wszelkie stereotypy, a przede wszystkim odnośnie wagi koguciej. Mającym za sobą wiele sukcesów sportowcem w tym mistrzostwo świata Federacji WBC. Przed Państwem Jan Müller, który jest bardzo sympatyczny, ale i przypierdolić potrafi :)


Jak długo uprawiasz sporty walki i jak to się zaczęło?

Zacząłem od Muay Thai 12 lat temu, ale ze sportami byłem związany od dziecka. Najpierw piłka nożna, hokej itp., a potem koszykówka. Grałem nawet w młodzieżowej kadrze narodowej, ale z powodu braku czasu na studiach zrezygnowałem i zająłem się kulturystyką.  Brakowało mi sportu, a zawsze podobały mi się sztuki walki, głównie jako  wyzwanie dla własnego rozwoju, dlatego spróbowałem tajskiego boksu, który w tym czasie był uważany za najbardziej kompleksowy i intensywny sport walki. MMA dopiero wtedy raczkowało. Dzięki przygotowaniu, które dały mi inne sporty, bardzo szybko osiągnąłem efekty i w przeciągu roku zacząłem startować w zawodach, gdzie zdobywałem tytuły, co dodatkowo mnie zmotywowało. Między innymi ze względu na promowanie współczucia dla zwierząt chciałem pokazać na własnym przykładzie, że dieta bezmięsna może na nas wpływać pozytywnie.

Dlaczego jesteś weganinem? Jak wyglądały początki?

Jestem weganinem z powodów etycznych, cała reszta (lepsza kondycja i zdrowie) jest dla mnie tylko doskonałym dodatkiem. Na pierwszym miejscu kwestie etyczne. Nie chciałbym, żeby jakiekolwiek zwierzę umierało lub cierpiało z mojego powodu, już od dziecka miałem silne relacje ze zwierzętami.
Wychowałem się na wsi gdzie bawiłem się ze zwierzakami, uczyłem się je rozumieć i … intuicyjnie czułem, że są moimi przyjaciółmi. Mam taki sam stosunek do natury samej w sobie i jestem pod mocnym wpływem ekologii. Natura jest dla mnie ogromnym źródłem inspiracji w postrzeganiu świata, ale też w muzyce, co widać po tekstach jakie piszę. Weganizm jest najbardziej ekologicznym i etycznym stylem życia jaki mogłem wybrać. Byłem na diecie wegetariańskiej 20 lat, a weganinem jestem od pięciu.

Czy miałeś jakieś problem z budowaniem masy mięśniowej z powodu spożywania tylko białka roślinnego?
 
Absolutnie! Wręcz przeciwnie. Kiedy grałem w koszykówkę byłem chudy i jak tylko przeszedłem na wegetarianizm przybrałem 15 kg masy mięśniowej w bardzo krótkim czasie. Teraz ważę 115 kg (mam 2 m wzrostu) i czuje się świetnie na diecie złożonej tylko z roślin. Oczywiście należy się upewnić, że nasza dieta ma wszystko czego potrzebujemy, ale na to samo musimy uważać w przypadku diety konwencjonalnej.  Rośliny to bogate źródło białka dlatego nie ma żadnego problemu. Jeśli posiadasz podstawową wiedzę w kwestii odżywiania możesz zapewnić prawidłową ilość oraz skład aminokwasów.

A co z siłą?

Dieta roślinna jest świetna na siłę. Mamy pełno przykładów dookoła. Na przykład jeden z najsilniejszych ludzi na ziemi, weganin Patrik Babounian i wielu innych. Jeśli chodzi o mnie to po przeskoczeniu z diety wegetariańskiej na wegańską siła nawet wzrosła, tak samo jak wytrzymałość fizyczna. To są bonusy diety wegańskiej, które przychodzą wraz z czystym sumieniem, że ani zwierzęta, ani planeta nie musi cierpieć z naszego powodu.

Jakie jest Twoje zdanie na temat diety wegańskiej I osiągnięć sportowych? Czy są jakieś płaszczyzny, w których są lepsi lub gorsi?

Jeśli chodzi o sport, zwłaszcza tam gdzie występuje ogromny wysiłek fizyczny (sporty walki, ultra maraton itp.) dieta warzywna jest bardzo korzystna, na co jest wiele dowodów. Ograniczenia są tylko w naszej głowie i możemy nad tym pracować – w czym pomaga nam również dieta wegańska, dlatego, że widzisz rzeczy w różnej perspektywie i możesz sobie przesuwać ograniczenia.  Nie jestem w stanie wskazać żadnych  przeciwwskazań. Może w jakiś krajach, gdzie mamy małą dostępność wysokiej jakości wegańskich produktów, ale to też się zmienia.

Jak wygląda Twoje typowe dzienne menu? Używasz jakiś suplementów?

Staram się odżywiać zgodnie z zasadami zdrowego trybu życia, dlatego jem odpowiednią ilość posiłków dziennie (około sześciu), dużo świeżych owoców i głównie warzywa. Zwracam uwagę, aby w posiłkach była odpowiednia ilość białka. Ogólnie to naprawdę lubię smoothie i surową dietę, ale smakują mi też klasyczne posiłki jak makarony itp. Gustuję też w kuchni tajskiej, którą poznałem w czasie moich treningów w Tajlandii. Kuchnia tajska jest lekka, ale pożywna i dobrze zbilansowana.
Jeśli chodzi o suplementy to od czasu do czasu używam wegańskiego białka konopnego, ale to głównie z wygody kiedy nie chce mi się gotować. Normalnie tego nie potrzebuję. Zwracam też uwagę na dostarczanie witaminy B12.

Dużo fighterów ma problem z poziomem testosteronu ze względu na długie treningi. Bierzesz jakieś stymulanty testosteronu? Jak sobie z tym radzisz?

Muszę powiedzieć, że nigdy nie miałem takiego problemu na diecie wegetariańskiej, a w szczególności na wegańskiej.  Nawet na odwrót – dieta wegańska obudziła we mnie pokłady zdrowej agresji, która jest połączona z testosteronem – czuję się szybszy i bardziej wybuchowy w czasie sparingów, a moje ciało szybciej się regeneruje. To ta sama siła tylko, że ma same pozytywne skutki. To jest powód, dla którego nie używam tego typu specyfików.

Czy kiedykolwiek miałeś jakieś problem zdrowotne z powodu swojej diety?

Dokładnie na odwrót :) Na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy byłem chory od czasu kiedy przestałem jeść mięso (ponad 20 lat).

Czy masz jakiś specjalny tryb życia z powodu sportu? Co z alkoholem, słodyczami itp?

Może nie z powodu sportu co z powodu stylu życia. Jestem blisko związany ze straight edge – oznacza to życie bez narkotyków. Z tego powodu nie piję alkoholu, nie palę, nie ćpam, nie piję kawy itp. Nie lubię nawet słodyczy. Nie lubiłem ich od dziecka, dlatego mam szczęście w tej kwestii. Nie traktuję straight edge , czy weganizmu, jako jakiegoś poświęcenia, albo czegoś co muszę sobie odmawiać. Dla mnie to pozytywna decyzja która bardzo dużo mi dała – czysty umysł, większe zrozumienie otaczającego mnie świata i tego co dzieje się wewnątrz mnie.

Jak wygląda Twój dzienny cykl treningowy?

Obecnie jakoś specjalnie nie walczę, ale trenuję zarówno sam jak i innych. Rano prowadzę trening dla ludzi, potem idę do pracy, a po południu mam swoje treningi 3 razy w tygodniu. W pozostałe dni siłownia. Czasem biegam lub uprawiam inne sporty np. koszykówkę. Nie potrafię sobie wyobrazić życia bez wysiłku fizycznego.

Jaka (i dlaczego) była Twoja najcięższa walka w karierze sportowej?

Paradoksalnie nie była to żadna walka o tytuł tylko zwykła walka w Wiedniu kilka lat temu. Moim przeciwnikiem był Turek, który miał ogromne wsparcie ze strony fanów, przyjaciół i rodziny znajdujących się na widowni. Jego styl był bardzo ciężki. To był 120 kilowy wielki facet, który walczył ostro od pierwszej sekundy. Obaj trafialiśmy się wiele razy, trzy razy prawie wylecieliśmy z ringu, ale przede wszystkim byliśmy ostro wyniszczeni. Wygrałem, ale byłem obity jak nigdy wcześniej, nawet na różnych zawodach z systemem turniejowym, czy nawet na mistrzostwach świata. Ledwo mogłem chodzić przez kilka dni, miałem ogromne stłuczenia na nogach, prawie połamane żebra, lekkie wstrząśnięcie mózgu, totalnie okopane przedramiona od bloków i blizny na twarzy… Ale było to dla mnie fantastyczne doświadczenie, którego nie zamieniłbym na nic innego, mimo że odczuwałem to jeszcze przez kilka tygodni po walce.

Co robisz poza treningami? Masz jakieś hobby?

Poza pracą, która sprawia mi wiele przyjemności (pracuję w niezależnej agencji reklamowej) tworzę muzykę. Gram w zespole o nazwie TISÍC LET OD RÁJE (Tysiąc lat od raju – www.tlor.cz) , który miesza metal z hardcorem, a przy tym świetnie mnie relaksuje. Ta muzyka jest bardzo agresywna, intensywna i wymagająca technicznie. Lubię także bardziej ambitną muzykę, także ambient.
Współtworzę projekt (www.river-music.com). Lubię także muzykę klasyczną. Piszę również teksty co jest bardzo kreatywne I doskonale się w tym odnajduję.  Ogromną inspiracją jest dla mnie natura i pisząc, odczuwam silną relację z głęboką ekologią, także w ciemnych barwach. Bardzo dużo czytam i bardzo istotne jest dla mnie aby posiadać doświadczenie zarówno w sprawach zewnętrznych jak i wewnętrznych.

Jak wg Ciebie powinno wyglądać menu na wegańskim weselu?

Moim zdaniem nie powinno zabraknąć egzotycznego jedzenia kuchni azjatyckiej, które naprawdę uwielbiam. Na przykład wegańskie sushi, wszystkie rodzaje posiłków z tofu, takie smakowitości jak pad thai itp. oraz ogromne ilości surowych warzyw i owoców. Jeszcze smoothie powinno się lać ogromnym strumieniem :)

Dlatego, że to blog kulinarny, możesz podać jakiś ulubiony przepis?

Uwielbiam makarony. Klasyczne włoskie spaghetti  z oliwkami w sosie pomidorowym – ale nie potrzeba na to specjalnego przepisu. 
makaron
sos pomidorowy
zioła
oliwki



Po prostu wszystko gotujesz i dajesz to razem :) 


Masz jakieś rady dla weg*ańskich fighterów?

Trenujcie ciężko, edukujcie się najbardziej jak możecie i pracujcie nad sobą, gdyż walczycie nie tylko dla siebie, ale także dla zwierząt, bo one nie potrafią obronić się same. Życzę wszystkiego najlepszego polskim weganom i chciałbym podziękować za wszystko co robicie dla zwierząt i natury.



wtorek, 21 stycznia 2014

LIEBSTER AWARD i tort.

Ja wiem, że miał być wywiad, który rozwali system :), ale niespodziewanie jak grom z jasnego nieba spadła na mnie nominacja do nagrody Liebster Award. Nominowany zostałem przez Red Shrew z bloga Run Vegan. Z tej, a właściwie z okazji tego, że kolega miał wczoraj urodziny zrobiłem szybki tort, na którym potem zmieniłem napis na inny :)

Sama idea nagrody przedstawia się następująco:
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cie nominował"

I tak. Oto moje odpowiedzi:

1. Kto jest Twoją inspiracją/mentorem/wzorem w życiu?
Mentorów się wystrzegam, ale inspiruje mnie Ed O’Neill. Znany szerszej publiczności jako Al. Bundy z serialu „Świat wg Bundych” Gość zaczął trenować BJJ w wieku 45 lat i dorobił się czarnego pasa. Pokazał tym samym wszystkim, że nigdy nie jest za późno i nie ma wymówek :)
2. Jak widzisz swoje życie za 10 lat?
Jak patrzę na wiadomości i statystyki to nie widzę go w ogóle :)
3. Ulubiony zespół?
Hmm, ale muzyczny czy sportowy ? :)
4. Co chciałbyś spróbować w życiu,czego jeszcze nigdy wcześniej nie robiłeś?
Niebieskiej tequili
5. Masz rodzeństwo? Jeżeli tak to brata/siostrę i ile ma lat?
Trzy, przyrodnie siostry. Jedna mniej ode mnie, jedna tyle co ja, a ostatnia starsza.
6. Co sprawiło, że założyłeś bloga?
Stwierdziłem, że przyczynię się do budowania wielkiej darmowej bazy przepisów jaką jest Internet przy okazji walcząc z dyskryminacją płciową, której przejawem są Twoje pytania w rodzaju tylko jednym :)  Do tego jeszcze spełniam można być przyczyną rozładowania ludzkich frustracji :)
7. Ulubiona potrawa?'
Wiele tego, ale kuchnia tajska rządzi.
8. Jak wygląda Twój dzień?
Wstaję rano, zawsze za wcześnie. Kąpiel, śniadanie i praca. Po pracy obiad i czasem trening. Na noc film i spać. Potem znowu wstaję rano, żeby zapracować na jedzenie, dzięki któremu mam siłę znów wstać i pracować :)
9. Najbardziej szalona rzecz,jaką zrobiłeś w życiu?
Ja odnoszę wrażenie, że całe moje życie to film przygodowy :), ale najbardziej to chyba to, że zaufałem hasłu  – korzystaj z edukacji to osiągniesz sukces i zmarnowałem czas na naukę rzeczy nieużytecznych :) Tylko szaleńca stać na coś takiego.
10. Jakie masz zainteresowania,pasje i uzdolnienia?
Gotuje, interesuję się filmem i trenuje sporty walki. Nie jestem jakoś specjalnie uzdolniony po prostu robię to lepiej niż przeciętnie.
11. Czy upiekłeś kiedykolwiek ciasto i podaj jakie? :)
http://weganskiewesele.blogspot.com/search/label/ciasto

Teraz moje pytania:

1 Dlaczego blog kulinarny?
2. Skąd czerpiesz inspiracje?
3. Ulubione dodatki kulinarne?
4. Masz jakiś ciekawy patent kulinarny?
5. Jak nauczyłeś/aś się gotować?
6. Co robisz poza gotowaniem?
7. Gdzie chciał(a)byś pojechać?
8. Ulubiony film?
9. Smażone czy gotowane?
10. Masz jakieś ulubione danie fast foodowe?
11. Z którego z narzędzi kuchennych jesteś najbardziej zadowolony(a)?

I moje nominacje:

Pewnie poinformuję ich o tym wieczorem :)

pieczywo zbożowe pełnoziarniste w formie kółek
2 budynie
2 margaryny
kwaśny dżem
mleko roślinne w proszku
mączka chleba świętojańskiego


Od dołu:

Kółko 

Warstwa margaryny zmiksowanej z słuszną porcją karobu.

Kółko

Warstwa budyniu zmiksowanego z margaryną. Z tym że budyń jest dwa razy gęstszy. Tzn. na 0,5 litra mleka dajemy dwa opakowania, a nie jedno. Możemy dosypać do zmiksowanego kremu trochę mleka w proszku.

Kółko

Warstwa kwaśnego dżemu.

Kółko

Warstwa margaryny zmiksowanej z słuszną porcją karobu.

Kółko

Warstwa budyniu zmiksowanego z margaryną. Z tym że budyń jest dwa razy gęstszy. Tzn. na 0,5 litra mleka dajemy dwa opakowania, a nie jedno. Możemy dosypać do zmiksowanego kremu trochę mleka w proszku. Ale tym razem cały tort obsmarowujemy.



 

wtorek, 14 stycznia 2014

Moje pierwsze ciasto RAW

No i pewnie nie ostatnie. Przejaw bardziej ciekawości niż zafascynowania dietą. W myśl zasady, że rzeczową wiedzę zdobywa się empirycznie, a nie z książek :)  co za tym idzie muszę coś poznać zanim się wypowiem. Umieszczam w dziale sportowym, bo niezła bomba energii no i żeby nie było, ze sportowcy nie jedzą tortów :) jak i w dziale na kaca z podobnych względów. No i że podobno zdrowe :) 
Co do samej wypowiedzi na ten temat wyszło smacznie, niby inaczej, ale smacznie. Kwestia przyzwyczajenia.

500 g daktyli
100 g orzechów
 paczka wiórków kokosowych
2 banany
awokado
kilka kiwi
jakieś czerwone kwaśne owoce


Daktyle miksujemy z orzechami i ugniatamy placek na dnie tortownicy. Banany, awokado i wiórki miksujemy razem. Można dodać kilka daktyli. Kiwi obieramy i układamy na wierzchu. Polewamy sosem ze zmiksowanych owoców.
Orzech

niedziela, 12 stycznia 2014

Sposób Osi - marynowane śliwki i papryka

Kraje Osi to zwyczajowa nazwa Niemiec i Japonii oraz ich pomniejszych sojuszników w czasie drugiej wojny światowej. Zarówno jedni jak i drudzy leczą kaca marynowanymi rzeczami. Japończycy śliwkami, a Niemcy albo rolmopsami, co nas tutaj specjalnie nie interesuje, albo, co już jest dla nas bardziej istotne, marynowaną papryką. Skumulowałem sposoby w obu państwach w celu uzyskania większej skuteczności.
Oczywiście musimy mieć pod ręką śliwki i paprykę w zalewie. Niestety nie da się ich przygotować od ręki więc albo zaopatrujemy się w gotowe, albo jakiś czas wcześniej przygotowujemy warzywa w słoikach mieszaniną wody i octu w proporcjach 5 do 1 odrobiną cukru i pasteryzując.

śliwki w occie
papryka w occie
wykałaczki


Kawałki papryki kroimy na paski o grubości 2-3 cm. Śliwki drylujemy. Owijamy każdą śliwkę papryką i przebijamy wykałaczką. Nadają się też w trakcie imprezy :)

Trzecie państwo Osi zaleca mocną kawę co jest tematem dyskusyjnym, gdyż niektórzy twierdzą, że może to doprowadzić do zawału serca. Z drugiej strony u nas też stosuje się tzw. "kawę po cygańsku" czyli z sokiem cytryny. Dla bezpieczeństwa lepiej stosować sposób kowbojski czyli kawę z króliczych bobków :) W końcu to nie pierwszy raz kiedy amerykańskie gówno dobrze się przyjmuje:)

sobota, 11 stycznia 2014

Sposób koreański - szparagi

To taka nowość na koreańskim rynku, do której jeszcze się nie przyzwyczaili tradycjonaliści, dlatego jeszcze nie wymyślono najlepszego dania. W Korei wiele rzeczy jest szybciej o czym najlepiej wiedzą informatycy :) W każdym razie Medical Science Research Institute znajdujacy się na Jeju National University pokazał wyniki badań, z których wynika, że aminokwasy zawarte w szparagach mają wpływ na rozkład alkoholu oraz ochronę wątroby. Do tego coś kwaśnego żeby uzupełnić smak. 

szparagi
mąka
musztarda chrzanowa


Szparagi gotujemy. Mąkę zasmażamy i dodajemy wody, aby powstał nam gęsty sos. Dodajemy musztardy wedle uznania i tak przygotowanym sosem polewamy szparagi.

piątek, 10 stycznia 2014

Sposób tajski - Pad Kee Mao

W wolnym tłumaczeniu "makaron pijaka", który nazwę zawdzięcza temu, że jest tam znanym sposobem na kaca. O kaca tam nietrudno, bo alkohol tani, a i promowany ostro imprezowy styl życia. Mocno pikantna i odżywcza terapia szokowa, po której wypocimy wszystko co złe. Dodatkowo danie jest odżywcze a chilli ma zbawienny wpływ na układ pokarmowy i wzmacnia wątrobę.

200 g makaronu ryżowego
kostka tofu
garść kiełków fasoli mun
3 łyżki sosu sojowego
3 łyżki pasty chilli
1/4 kapusty pekińskiej
 bazylia


Makaron gotujemy 3 minuty i odsączamy. Tofu kroimy w kostkę i wrzucamy na mocno rozgrzany olej. Dodajemy kiełki i smażymy aż tofu zacznie się rumienić. Dolewamy sosu sojowego i dodajemy poszatkowanej kapusty. Ja dodaje blisko końca bo lubię jak jest trochę surowa. Dodajemy pastę chilli oraz makaron i jeszcze chwilę smażymy.

Danie daje nam takiego kopa, że od razu stawia nas na nogi. Generalnie w Tajlandii wiele rzeczy załatwia się kopaniem co jest tam sportem narodowym:)